No i powracamy na ziemię. Te dwa miesiące minęły naprawdę szybko - teraz przed nami masa sprawdzianów i kartkówek... Jak na razie czuję się dobrze spotykając się z moimi przyjaciółmi i gawędząc na lekcjach, ale to zapewne niedługo ulegnie zmianie i wrócą szkolne zasady. Jestem ciekawa - jak pójdzie mi nauka w tym roku? W poprzednim brakowało mi naprawdę mało do czerwonego paska, średnia 4.73. Chciałabym powalczyć o 5.00, chociaż jest to bardzo trudne. Ale, jak to się mówi, bez pracy nie ma kołaczy. Ale wiecie, nadal jedną nogą jeszcze jestem na wakacjach. To chyba przez moje sny - nieustannie śni mi się hotel nad morzem i znajdujący się w nim Aqua Park. Już chyba po raz czwarty z rzędu. Plus jeszcze nagłe wypady z przyjaciółmi i godzinne siedzenie na Facebooku.
Całą tą jeszcze wakacyjną atmosferę psują prace domowe, chociaż jeszcze "niegroźne". Ale zapewniam Was, już niedługo zacznie się zadawanie na 6 stron.
Hm, niektórzy nie mają jeszcze wszystkich książek albo w ogóle olewają szkołę. No cóż - pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a u nich jest kiepskie...
W klasie są też, że tak powiem, kujony. Już na pierwszych lekcjach chcą wykonywać jakieś zadania dodatkowe i proszą o więcej pracy domowej. Plus jeszcze podlizywanie się nowym nauczycielom. Właśnie, nowi nauczyciele. Ciekawy temat. Mamy nową nauczycielkę od niemieckiego, anioł na ziemi. Na jej pulchnej twarzyczce zawsze widnieje uśmiech. W przeciwieństwie do starego i wrednego babska (nie da się jej inaczej określić, wybaczcie) od chemii, która pierwszego dnia zadała nam trzy zadania pisemne do rozwiązania i dwie strony w ćwiczeniach. Te dwie strony mam już zrobione, temat również jak dla mnie zrozumiały, ale jeszcze nie ogarnęłam tych zadań, które mają pięć razy wyższy poziom niż powinien być. Muszę się chyba zgłosić do jakiegoś specjalisty w dziale chemii.
To na dzisiaj koniec, do zobaczenia!

