sobota, 15 września 2012

#3. Śmieszne, załamujące, jakie? Z życia.

Ach, kochani, nie uwierzycie, co się dzisiaj wydarzyło. Jestem nadal sytuacją rozśmieszona, chociaż pozornie wydawała się naprawdę smutna, a może raczej załamująca.


 Przerwa. Siedzę, nudzę się. Szukam w torbie telefonu, nie ma. Trochę zdziwiona jestem, ale cóż, może włożyłam gdzie indziej. Przeszukuję już każdą kieszeń, nie ma. Patrzę jeszcze dla pewności w mniejszej torebce z WF-em. Nie ma. Już trochę podenerwowana pytam się koleżanki, czy może do mnie zadzwonić, może będzie słychać wibracje. Nic nie słychać. Większy strach w oczach. Dzwoni dzwonek. Łzy już powoli zaczynają cieknąć, jestem niestety bardzo przewrażliwioną osobą. Pytam się nauczycielki, czy nie mogę się wrócić do szatni na dole, gdzie się przebieraliśmy na WF, może gdzieś mi tam wypadła. Idę na dół za zgodą - nie ma. To w ogóle już rozklejona jestem. W naszej szkole zdarzały się od czasu do czasu kradzieże, oczywiście widziałam najgorsze scenariusze dotyczące mojego telefonu. Potem wracam się na lekcje, nie mogę się skupić. Dzwonek na przerwę. Cała klasa zaczęła do mnie wydzwaniać, lokalizować mnie jakoś przez bluetooth (Da się tak? Nie wydaje mi się), ogólnie nie znałam jej od tej strony, nawet chłopaki... No po prostu kochani byli.


Zaczynają chodzić plotki, że ktoś odebrał telefon, straszył sprzedaniem czy coś. Potem już w ogóle włącza się tylko poczta, więc albo ktoś wyłączył komórkę, albo się rozładowała. Moja kochana klasa robi wszystko, co w ich mocy. Ja zrobić nie mogłam po prostu nic, jedynie chodzić po szkole i patrzeć, czy ktoś nie ma w ręce charakterystycznego telefonu z moimi piękniutkimi brokatami. Nic, zero. Zaczynam myśleć, że ten ktoś może wydzwaniać z mojego telefonu pod numery z moich kontaktów, robić kawały, wysyłać wulgarne SMS-y, dzwonić pod 999 czy coś. Załamka.
Wracam do domu z coraz to gorszymi scenariuszami i teoriami. Jestem już na klatce schodowej, otwieram drzwi kluczem.
Mam małe problemy z otworzeniem drzwi, czuję, jakby coś tam leżało. Zaglądam za wycieraczkę - komórka! Moja mina bezcenna. Obdzwoniłam wszystkich, którzy mi pomogli. Ach, co za dzień!


3 komentarze:

  1. Przynajmniej wszystko dobrze się skończyło.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze, że finał był szczęśliwy. No i dowiedziałaś się, że możesz liczyć na swoich kolegów, a to bardzo cenne :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, faktycznie zwichrowany dzień. Ale się znalazła, nie? To chyba najważniejsze. :3
    PS Fajną masz tę klasę~.

    OdpowiedzUsuń